Elisabeth Lzzy Godsey
- 29 lat - od dziewięciu na scenie - od ośmiu lat pozwoliła sobie na odpoczynek - założycielka rockowego zespołu Mushroomhead -
Każdy kolejny koncert przeżywa tak samo jak swój pierwszy. Trzęsie się, czuje nadmiar emocji, które w niej buzują. Za wszelką cenę chce już wyjść, choć kilka minut przed rozpoczęciem widowiska łapie ją ogromna trema. Reszta zespołu i ekipy minutę przed startem zbija się w ciasne koło, a menadżer zespołu dziękuje Bogu za to, aby wszystko poszło jak najlepiej. Mimo, że nie jest pobożna, ona również błaga, aby wszystko się udało. Trzydzieści sekund, które jej pozostały, przeznacza na kilka wdechów i wydechów, potem przybija przysłowiowego żółwika z trójką chłopaków z zespołu, łapie gitarę, i wybiega na scenę, nie zważając na niebotyczne obcasy, które ma na nogach. Spogląda na tłum ludzi, który zebrał się w sali koncertowej. Krzyczą, piszczą, skandują nazwę zespołu. Staje przy mikrofonie, uśmiecha się, nawiązuje kontakt wzrokowy z fanami, a potem nachyla się, i spokojnym głosem pyta: Jesteście gotowi na show? Pokażcie, na co was stać!
Perkusista wybija rytm pierwszej piosenki, potem dołączają gitary, ona pociąga za struny swojej, i z jej gardła wydobywają się pierwsze słowa piosenki. Nieco zachrypnięty głos pieści każdego, nawet ją samą. Ludzie śpiewają wraz z nią, pozwala po chwili, aby to oni dokończyli wers. To, co dzieje się później jest nie do opisania. Nim zauważa, mijają dwie godziny, a koncert dobiega końca. Jeszcze dwie piosenki na zakończenie, spełniając tym samym marzenie fanów. Światła gasną, wraz z zespołem schodzą ze sceny. Słyszy od menadżera, że było świetnie, że czegoś takiego właśnie się spodziewał. Była moc, była energia, było zadowolenie. Kiwa jedynie głową, dopija do końca Jägermeister, a potem kolejną godzinę poświęca na podpisanie jak największej ilości płyt i koszulek.
Późną nocą w końcu ląduje w hotelu. Wykończona, ale szczęśliwa. Kiedy się kładzie w miękkiej, białej pościeli, i zamyka oczy, nadal widzi to, co działo się dzisiejszego dnia.
Rankiem, mimo niewyspania, wstaje wcześnie; bierze chłodny prysznic, suszy włosy, i schodzi do jadalni. Mocna kawa, czekoladowe płatki na mleku i mentolowy papieros mają jej starczyć do godziny jedenastej. Dokładnie o jedenastej trzydzieści kończy wywiad, wsiada w samochód, i na następną godzinę ląduje w lokalnym radio, gdzie odpowiada na pytania spikera. Jej życie od kilku lat wygląda praktycznie tak samo. Wywiady, koncerty, spotkania z fanami, sesje zdjęciowe, i kilkumiesięczne tourne po różnych krajach. Jednak nie narzeka - w końcu ma to, o czym marzyła od zawsze. Ma sławę, pieniądze, szalone życie, które kocha. Tylko teraz pozwoliła sobie na przerwę, bo w końcu ileż można pracować? Właśnie dlatego znalazła się w Złotym Oku, gdzie korzysta z tego, co serwuje ośrodek. I odpoczywa od fanów, oraz natrętnych fotoreporterów, którzy jeszcze nie odkryli tego, gdzie znajduje się jej kryjówka przed natrętami.
Lzzy Hale na zdjęciu/gifie
Zapraszamy do wątków i powiązań c: