0x750x5000profilki.blogspot.com
Alessia Toscani
Dwudziestosześcioletnia organizatorka ślubów w ośrodku wypoczynkowym "Złote Oko"
Dwudziestosześcioletnia organizatorka ślubów w ośrodku wypoczynkowym "Złote Oko"
Nie lubi mówić o sobie, a tym bardziej o swojej przeszłości, która wbrew pozorom wcale nie jest taka straszna, jak mogłoby się niektórym wydawać. Po prostu, woli pozostać dość anonimową osobą, ponieważ bardzo ceni sobie prywatność. Sama nie wtrąca się w życie innych i chciałaby, aby inni to uszanowali i względem niej zachowywali się tak samo. Zresztą, mimo że jej życie nie należy do zbyt ciekawych, to jednak wypełnione jest różnymi atrakcjami. Jako organizatorka ślubów czasami musi stawać na głowie, aby sprostać oczekiwaniom Młodej Pary. Cieszy się z ich szczęścia, a ich zadowolenie sprawia, że coraz bliżej jej do upragnionych wakacji na Malediwach. W końcu zadowolony klient często daje jej wyższe napiwki. Kiedyś tańczyła. Razem ze swoim partnerem, a teraz przyjacielem, w szkole średniej miała zespół taneczny "Prank". Łączyli różne style taneczne, głównie opierając się na stylu lat `80 i `90 oraz sztuce mimu. Alessia jednak uległa poważnemu wypadkowi samochodowemu, podczas którego uszkodziła sobie kręgosłup do tego stopnia, że niemal cudem uniknęła wózka. Musiała jednak zrezygnować z tańca, a każda zbyt wielka aktywność fizyczna ma na nią dość negatywny wpływ. Mimo niepowodzenia w tańcu, który wtedy był jej cały życiem, nie zamieniła się w zgorzkniałą, wredną zołzę. Z początku było jej bardzo trudno, jednak z czasem pogodziła się z losem. Kibicuje swojemu byłemu parterowi tanecznemu podczas jego występów i często podsyła mu różne inspiracje na kolejne występy. Organizacją ślubów zajęła się przez przypadek, bardziej z nudów niż z jakichkolwiek innych pobudek. Doskonale zdaje sobie sprawę, że jest to zajęcie bardziej na chwilę, lecz póki co nie ma zamiaru tego zmieniać. Organizatorką, podobno, jest świetną. A na pewno bardzo profesjonalną, ambitną. Zadba o każdy, nawet najmniejszy szczególik, aby ślub i wesele był niczym senne marzenie Pary Młodej. Obecnie myśli o rozpoczęciu studiów na wydziale dziennikarstwa radiowego.
[Witam! :) Wizerunku użyczyła piękna Grace Phipps. Postać przyjaciela jest do oddania, dodany do wolnych postaci. Zapraszam do wątków i powiązań :)]

[Cześć :)
OdpowiedzUsuńChwilo na blogu panują jeszcze pustki, więc by było milej - fajna karta; krótka, ale jak najbardziej na temat. Swoją Miię opublikuję zapewne jutro, być może nawet dzisiaj, ale już myślę, że znajdziemy jakiś punkt zaczepienia między naszymi paniami :] Maaria jest bardzo na nie, jeśli chodzi o instytucję małżeństwa, jest jednak reporterką, a zważywszy na plany Alessi, można coś z tym pomyśleć ;) Szczegóły dopracujemy, gdy już Miia na dobre zagości na blogu ;)
Miłej zabawy! x]
[Przychodzę oficjalnie powitać Cię w gronie autorów tworzących tego bloga! Karta oczywiście jest zgodna z trzecim punktem regulaminu, więc bez obaw, ten komentarz nie będzie zawierał żadnych narzekań i upomnień. Od siebie dodam, że bardzo mi się podoba wykreowana przez Ciebie postać. To przygnębiające, że musiała zaprzestać tego, co sprawiało dziewczynie radość, było określane mianem ,,pasji’’. Generalnie mam nadzieję, że blog już niedługo zacznie tętnić życiem, dlatego też proszę o cierpliwość. Życzę owocnych wątków, kiedy zjawią się inni autorzy wraz ze swoimi postaciami! :)]
OdpowiedzUsuń[Dziękuję. Oczywiście, również życzę udanej zabawy tutaj. Miło, że postać się spodobała. Odnośnie wątku to jak najbardziej ich praca w niektórych przypadkach może się zazębiać. Ogólnie jestem całkowicie za twoim pomysłem, bo ładnie to opisałaś i dość konkretnie sprecyzowałaś. Podoba mi się stwierdzenie "aby to drugie miało trochę więcej do pracy". Nic dodać, nic ująć. Wątek zaczynamy w ośrodku, gdzieś w recepcji, czy może bardziej już gdzieś przy jakimś przyjęciu. A może jakiś pomysł inny?]
OdpowiedzUsuńSerafino
[Każdy pomysł na wątek jest dobry ;) Vitto to zapracowany gość, więc jeśli dziewczyna przynosiłaby mu obiad to on mógłby robić masaże jej xD W ogóle można zrobić z nich dobrych znajomych lub przyjaciół o ile byś chciała tak.
OdpowiedzUsuńI dobrze zwróciłaś uwagę, że powinno być astronautą, Office często korektę robi słów i takie właśnie błędy zostają, jak ich nie przyuważę ;p]
[Dobra. Startujemy w recepcji. Nic lepszego nie wymyślę, a to jest wystarczająco dobre. :D Kto zaczyna?]
OdpowiedzUsuńSerafino
[No to świetnie, Vitto nie zginie z głodu chociaż xD Pomysł mi sie podoba, chociaż zaczęłam się śmiać na myśl o molestującej go klientce xD Nie mniej, na pewno się chłopak będzie ratował wymyśloną narzeczoną, bo to najlepsze co może zrobić bez urażenia klientki, hehehe.]
OdpowiedzUsuńOd rana zdążył już dwa razy odwiedzić Palermo i wywalczyć rezerwację stolików w miejscach, gdzie robi się to z przynajmniej dwutygodniowym wyprzedzeniem. Później biegał pomiędzy osobami prowadzącymi kursy, by przepisać grupę klientów z jednego na inne interesujące zajęcia. Na sam koniec obdzwonił połowę kraju, by zamówić jakiś cholernie drogi komplet pościeli i ręczników dla gościa mającego odwiedzić Złote Oko w przyszłym tygodniu.
OdpowiedzUsuńBył cierpliwy. Nawet nie zabluźnił. I jego wysiłki zostały nagrodzone przerwą, zapowiadającą się nawet na godzinną. Zatrzymał się recepcji, by zamienić słowo z nowym recepcjonistą na zmianie. W międzyczasie wpisał się na listę, że dziś zostaje w Ośrodku. Spodziewał się nowej fali "życzeń do spełnienia" wraz z nową falą gości przybywającą w godzinach wieczornych.
Skinął na powitanie animatorce, która uśmiechnęła się zalotnie. Zignorował to i wrócił do rozmowy z chłopakiem z obsługi.
[Taki tam "surowy" wstęp. XD]
Serafino
[Tak, tak zacznę, ale jutro już. Uh, przyznam, ze umknął mi twój odpis przez to co dzieje mi się pod KP xD
OdpowiedzUsuńI tak to mój był Alexej (tygrysek) :p]
[Spoko, spoko xD Około 19 powinnam zacząć, jak tylko wrócę z dodatkowych zajęć ;p]
OdpowiedzUsuńNie sposób było niezauważyć nienajwyższej kobiety o ciemnych włosach, która pojawiła się w recepcji. Alessia była mu już znana. Nie było innej możliwości, w końcu nie raz musieli połączyć siły w swych działaniach. Przyglądał się jej z profilu. Posłał jej uśmiech na powitanie, gdy w końcu raczyła zwrócić na niego uwagę.
OdpowiedzUsuńJak trwoga to do Boga
– Na tyle długo, by stwierdzić, że potrzebujesz pomocy, a fatygowanie chłopaka zza kontuaru nie wchodzi w grę, bo wykracza poza jego obowiązki, więc... Mogę Ci jakoś pomóc? – Przez moment udawał zatroskanego.
Odwrócił się w stronę kobiety. Właśnie miał wolną chwilę, która powoli zmieniała się we wmieszanie się w jakieś szaleństwo ślubno-weselne. Czy naprawdę kobieta urządzająca czyjeś śluby potrafiła czerpać z tego satysfakcję? Cóż, on najszybciej uścisnąłby dłoń przyszłego pana młodego i zapytał, czy wie w co się pakuje. Wzruszył ramionami, jakby w odpowiedzi na swoje rozmyślania.
– Co tym razem? – zastanawiał się, czy powinien pytać. Przecież nie pogrzeb. – Stosu kwiatów i brokatowych ozdóbek?
Serafino
Skoro spytał w czym może pomóc to nie wypadała odmawiać. Zresztą, nie był z tych co mają ochotę rzucać słowa na wiatr. Jak pomoc to pomoc. Nie było tematu. I co z tego, że chciał odpocząć? Ktoś zamierzał zmarnować swoje życie przed ołtarzem, a później bawić się pośród mega wielkich świec, co by było piękniej. Zasada, im dłużej ludzie mówią tym lepiej obowiązywała bez zmian. No, przecież! Przeciwnik ślubów pomaga organizatorce. Heca.
OdpowiedzUsuń– Dobra, miejmy to za sobą. Ile pudeł w sumie? – wolał uściślić sprawę ilości pakunków do noszenia. Musi się wyrobić w czasie wolnym, choć i to nie było pewne, czy nagle nie rozdzwoni się telefon, czy nie dopadnie go animatorka, albo ktoś z obsługi z informacją, że jest pilnie poszukiwany.
– A co w ramach tego odwdzięczania się? – puścił jej oczko i roześmiał się podnosząc pudło z podłogi.
Serafino
Nie było tak źle, tylko pięć pudeł. Z tym, że nie musiał długo nad tym myśleć – im mniej pudeł, tym będą cięższe. Zapomniał, że to w ten sposób działało. I nie chodziło o to, że nie lubił, czy nie potrafił dźwigać – w końcu nie na darmo chodził na siłownię. Czasem, po prostu, nie miał ochoty się przemęczać. Zwłaszcza w czasie do tego nie przeznaczonym. Zganił się w myślach za chęć wymyślenia jakiejś wymówki. Skąd mu się to w ogóle wzięło?
OdpowiedzUsuń– Nie tak źle. – Przynajmniej wiadomo, że nie pakowali świec pojedynczo. – A teraz prowadź, gdzie mam z tym iść. – Skinął głową wskazując na trzymane pudło.
W chwili, gdy ruszyli odniósł się do słów o odwdzieczaniu.
– Generalnie jestem bardzo wybredny i wymagający. – Zamilkł na chwilę. – Ale dziś, wystarczy kieliszek aperitif, a najlepiej szklanka i dobra domowa kolacja. – Roześmiał się wydając się całkowicie rozbawiony tym, co powiedział. – To już na pewno zabrzmiało dziwnie.
Serafino
[Cześć!
OdpowiedzUsuńNie mam nic przeciwko tymże pytaniom :) Miia urodziła się w Stanach Zjednoczonych, jako córka Włoszki i Fina, więc zgodnie z prawem panującym we wszystkich tych krajach, ma ona prawo do potrójnego obywatelstwa. Mogło mi się jednak coś poplątać, nie przeczę :]
Co do komentarza, nie ma za co dziękować; byłaś tutaj pierwsza i nie chciałam, by karta pozostawała bez komentarzy. Zawsze jest milej, gdy ktoś cię przywita :)
Szczerze mówiąc, nie mam za bardzo pomysłu na wątek... Jedyne, co przychodzi mi do głowy, to spotkanie gdzieś w ośrodku. Od ciebie zależy, czy obie byłyby akurat na basie, w salonie masażu; czy też może gdzieś poza ośrodkiem, w jednej z włoskich kawiarni? Sama nie wiem :) Chyba że wolisz, by Alessia znała się dobrze z siostrą Mii, Irene. Zawsze można pod tym kątem coś wymyślić :)]
[To prawda, Stany robią problemy przeważnie tym, którzy urodzili się poza granicami ich kraju. Jednak i tak zależy wszystko od tego, w jakim kraju się urodzili. Cóż zrobić? Sama biurokracja i administracja; przypuszczam, że oni sami do końca nie rozumieją, o co im chodzi xD
OdpowiedzUsuńPomysł jak najbardziej mi odpowiada, tym bardziej, że dziewczyny mieszkają w jednym pokoju, więc od razu znacznie łatwiej o taki motyw ;) Tak dodatkowo, Irene jest nieco młodsza od Alessi (ma 22 lata), ale z pewnością miałyby o czym rozmawiać. Irene jest wygadana, butna, lubiąca się zabawić i żyjąca w zgodzie z samą sobą. Co innego z rodzicami, którzy nie pochwalają jej zachowania i do końca nie rozumieją obranego przez nią kierunku studiów (architektura wnętrz). Możesz coś spokojnie pokombinować i zaproponować a propos jej relacji z Alessią; nie myślałam nawet jeszcze za bardzo nad jej osobowością.]
[Fakt; w Australii to chyba w ogóle trzeba mieć pieniądze na utrzymanie przez minimum rok lub już na sto procent czekającą na ciebie pracę, nim cię tam w ogóle wpuszczą xD Inaczej sprawa wygląda w przypadku studentów, oczywiście. Przynajmniej tak było jakiś czas temu. Słyszałam nawet, że Cameron zamierza coś podobnego wprowadzić w Wielkiej Brytanii. Na dobrą sprawę, pomysł nie jest głupi; wręcz przeciwnie. Szczególnie teraz, gdy znacząco przybywa w całej Europie obywateli z innych krajów świata.
OdpowiedzUsuńOsobiście wyobrażam sobie, że Irene zachowuje się tak głównie dlatego, by dopiec rodzicom xD Poza tym, jest jeszcze bardzo młoda, więc ma jak największe prawo się wyszaleć xD Jej mama, a macocha Mii, uważa oczywiście, że zmiana w zachowaniu jej córki (która niegdyś była grzeczną, ułożoną uczennicą i posłuszną córką, a przynajmniej dobrze udawała), jest winą złego wpływu Mii na Irene xD Tak to już bywa z ludźmi, że własnych błędów nie widzą i wolą na innych winę zwalać xD
Brzmi jak najbardziej rozsądniej :] Oba warianty mi osobiście odpowiadają; w obu przypadkach, drzwi i tak mogłaby otworzyć Miia :D
Kto zaczyna? x]
[Prawdopodobnie masz co do tego rację. Nie chcę nic poplątać, ale z tego co dawno temu czytałam, tak mniej więcej brzmiała polityka imigracyjna Australii. Wielka Brytania przeliczyła się pod wieloma względami, ale wciąż raczej dobrze stoi na nogach. Myślę, że Europejczycy zapominają o czymś bardzo ważnym; dobrymi intencjami, piekło jest brukowane; a co za dużo, prędzej czy później, zawsze zaszkodzi. Teraz jest już za późno, by pewne rzeczy zatrzymać, ale można przemyśleć, jak je rozwiązać. Trzeba tym ludziom (zarówno imigrantom ekonomicznym, jak i uchodźcom) pomóc, szczególnie, że większość z nich cierpi za czyny krajów europejskich lub USA. Wszyscy 'mądrzy', którzy krzyczą "Polska dla Polaków" itp, itd, nie zdają sobie sprawy z powagi sytuacji, jak również z historii własnego państwa. Cóż zrobić? Na głupotę nie ma rady xD
OdpowiedzUsuńO, bardzo fajny pomysł, by Alessia doradzała Irene! :) Chociaż ona i Miia bardzo się kochają, są momentami zbyt różne, by porozumieć się w pewnych kwestiach. Szczególnie w kwestii ubioru, ha!. Przede wszystkimi jednak, miały kompletnie różne dzieciństwa, więc mimowolnie kształtowały się w nieco innych środowiskach ;)
Jasne, nie przeszkadza mi, by już kiedyś poznała Miię ;)
Spokojnie, żaden problem! Powodzenia! x]
Miia odkąd tylko pamiętała, była ranny ptaszkiem. Być może to ze względu na Finlandię i wczesnodziecięce lata, które tam w większości spędziła; zarówno podczas białych nocy, jak i niemalże zupełnie ciemnych dni. A może, po prostu, była jedną z tych osób, którym sen nigdy nie przychodził łatwo; nawet przed wydarzeniami sprzed dwóch lat. Irene, z kolei, mogłaby przespać wybuch trzeciej wojny światowej. Ba!, możliwe, że i całe wydarzenie, o ile by coś tylko nie spadło jej na głowę.
Przeklinając w myślach swoją młodszą siostrę, po raz enty mocno ją szturchnęła, nie przejmując się tym, że ta zapewne jest wczorajsza. Była ostatnią osobą, która zabroniłaby Irene dobrej zabawy, musiała jednak przyznać, że nawet ona była znacznie dojrzalsza w wieku dwudziestu dwóch lat. No, przynajmniej nie imprezowała do rana, pijąc trunek za trunkiem, wieczór przed umówionym rano spotkaniem. I co z tego, że towarzyskim? Przyjaciół i znajomych tym bardziej należało szanować.
Wydając z siebie nieme westchnięcie, udała się czym prędzej do łazienki, nalewając do wziętej po drodze szklanki, zimnej wody. Wróciwszy nad łóżko siostry, bezceremonialnie wylała na nią całą jej zawartość, od razu wzbudzając w młodszej dziewczynie reakcję.
- Oż, w mor.dę - przeklęła Irene, rozglądając się zdezorientowanym wzrokiem po pokoju. - Miia, co się, do chole.ry, dzieje?
- Wstawaj - zamigała w odpowiedzi Miia, pokazując jej nerwowymi ruchami na zegarek. Widząc wciąż nierozumiejącą nic Irene, wywróciła oczami. - A-l-e-s-s-i-a - wyjaśniła krótko, wiedząc, że tym razem jej siostra zrozumie ją bezbłędnie.
- Och...? OCH! - Irene czym prędzej podniosła się z łóżka, mrucząc po drodze niezrozumiałe rzeczy i udając się do łazienki.
Miia zaśmiała się bezgłośnie sama do siebie, kręcąc z niedowierzaniem głową i sprawnie ścieląc za Irene łóżko. I taka nie miała na chwilę obecną nic lepszego do roboty, a nicnierobienia nie cierpiała chyba najbardziej na świecie.
Słysząc, że ktoś puka do drzwi, wzięła głęboki oddech i cicho do nich podeszła. Przecież Alessia i tak nie przyszła tutaj do niej; Miia nie miała powodów do zmartwień. Ludzie jednak różnie reagowali na jej 'ułomność', zupełnie jak gdyby nagły brak werbalnej komunikacji ze strony młodej kobiety, ujmował jej intelektowi lub jej osobie.
Otworzywszy drzwi, uśmiechnęła się delikatnie do Alessi w geście powitania, i odsunąwszy się lekko od wejścia, zaprosiła ją do środka.
[Mam nadzieję, że dało się to jakoś przeczytać xD]
Z jednej strony Miia dałaby wiele, by nie pamiętać tamtego dnia, poprzedzających go wydarzeń oraz jego następstw. Z drugiej jednakże wiedziała, iż nawet gdyby dostała od losu szansę na wymazanie tych traumatycznych dla niej wspomnień, nie skorzystałaby z niej. Odczuwane przez nią wyrzuty sumienia były, po prostu, zbyt silne. Nie była osobą, która łatwo się nad sobą użalała; nawet jeśli raz na ruski rok zdarzało się jej popaść w melancholię, szybko się z niej wybudzała, i wracała do swojej dawnej 'ja'. Teraz jednak wszystko się zmieniło. Wiedziała, że niezależnie od wszystkiego, nigdy już nie będzie tą samą dziewczyną, co przed dwoma laty. Jedyne, co ją wciąż dziwiło, to fakt, że Irene była u jej boku. Miia osobiście nie wiedziała, czy gdyby sytuacje były odwrócone, stać by ją było na taki sam gest.
OdpowiedzUsuńDorastała w domu z nieobecnym ojcem, o którego względy nigdy nie mogła się nawet starać, jako że w porównaniu z rywalizującymi o nie starszymi braćmi, nie miała szans. Macocha z kolei zawsze patrzyła na nią z wyższością, nie umiejąc obdarzyć dziewczynki matczyną miłością. W teorii, powinno jej być z Miią najłatwiej; ta nie miała w końcu nawet dwóch lat, gdy straciła matkę. Jedyne co pamiętała, to zamglony obraz ciemnowłosej kobiety o urokliwym uśmiechu. Wspomnieniom o niej nie ufała; nie wiedziała bowiem, ile z nich naprawdę się wydarzyło, a ile było jedynie upragnionym marzeniem samotnego dziecka. Teraz nie miało to jednak najmniejszego znaczenia; nawet jeśli kiedyś Mikko darzył ją braterską miłością, a ojciec był na swój własny sposób dumny z jej osiągnięć, teraz zapewne nienawidzili Mii. A przynajmniej tak odbierała ich milczenie.
Alessię Toscani znała głównie z opowiadań Irene. Osobiście widziała tą dziewczynę wcześniej tylko raz i jedynie na tyle długo, by móc zapamiętać jak ta się nazywa, i jak wygląda. No, znała również zawód dziewczyny oraz wiedziała, że Alessia swego czasu interesowała się dziennikarstwem. Przynajmniej według Irene. Słysząc słowa dziewczyny, czym prędzej zamknęła za nią drzwi i sięgnęła po leżący na po bliższym stoliku notatnik.
"Irene jest w łazience. Znając ją, wyjdzie stamtąd za dwadzieścia minut" - napisała, pokazując wiadomość Alessi, po czym, nie czekając na jej werbalną odpowiedź, odwróciła notatnik z powrotem w swoją stronę. "Nie masz powodów do skrępowania, jeśli o to chodzi. Irene najwyraźniej zapomniała wspomnieć, że też dzisiaj tutaj będę." - dodała, po czym wskazała gestem dłoni na kuchnię, [nawet nie czym, czy pokoje w ośrodku mają osobną kuchnię - jeśli nie, udajmy przez chwilę, że mają xD]mając nadzieję, że Alessia zrozumie jej zaproszenie. "Wspominałaś coś o ciastkach?" dopisała jeszcze szybko, spoglądając na dziewczynę. Cóż mogła poradzić na to, że była łasuchem na słodycze. I kawę, oczywiście. Poza tym, miała nadzieję, że owe pytanie przełamie między nimi lody. W najgorszym razie planowała, po prostu, wyjść.
[Do Australii i Kanady jest chyba najtrudniej się dostać, ale i tak zależy to raczej od kraju zamieszkania ;)
Dokładnie to samo miałam na myśli :) Choć co do Putina nie do końca się zgadzam; facet ma zbyt nierówno pod sufitem. To trochę tak, jakby mówić, że powinno się brać przykład z Hitlera, który też rządził żelazną ręką, i potrafił zmanipulować nie tylko niemalże cały naród, ale i sporą część Europy, która też pozwalała mu na wszystko, aż w końcu było za późno. Kogoś ci to przypadkiem nie przypomina? ;)
Ludzie wyrażający tego typu opinie naprawdę nie rozumieją istoty problemu. To nie uchodźcy stanowią zagrożenie; oni są jedynie jego późniejszym skutkiem. Jeżeli Europa i Stany nie zrozumieją, że muszą zmienić politykę (szczególnie zbrojeniową) w stosunku do krajów Azji i Afryki, niewiele się zmieni. A jeśli już, to tylko na gorsze. Nikt tutaj nie jest bez winy i jeśli chcemy sami sobie pomóc, powinniśmy to w końcu zrozumieć, jako naród i społeczeństwo.
No dobra, wystarczy już tych wywodów z mojej strony xD]
Wychodził z założenia, że kobieta nie powinna dźwigać, ale znał takie panie, które nieźle sobie radziły, a o pomocy nigdy nie chciały słyszeć. Od jednej takiej dostał kiedyś w twarz. Jego propozycję pomocy uznała za obrazę. Od tamtej chwili stał się ostrożniejszy. Ślad ręki odbity na połowie twarzy nie był niczym przyjemnym.
OdpowiedzUsuńSkinął głową i poszedł za Alessią. Cieszył się, że obędzie się bez biegania jakimiś hotelowymi labiryntami, a wystarczy skorzystać z winy. To nawet nie była taka zła robota. Przynajmniej towarzystwo miłe.
– Olbrzymich woskowych świecach? – zaśmiał się, odpowiadając w nieco pytającym tonie. – W grafiku mam już niewiele, ale czeka mnie walka o kilka miejsc w restauracji i załatwienie biletów do teatru na jakiś premierowy spektakl, na który bilety wykupiono już miesiąc wcześniej. Mniej więcej, trzy godziny. – W przybliżeniu wyliczył czas pozostały do końca zmiany, później świat mógł się walić. Mógłby skończyć wcześniej, ale wygranie batalii o bilety wiązało się z przyzwoitym napiwkiem.
Serafino
[To jeszcze raz cześć xx
OdpowiedzUsuńPrawda :) I każdy ma prawo do własnej opinii. Osobiście z ideologiami Hitlera się nie zgadzam, ale rozumiem ich korzenie i nie przeczę, że niektóre z nich wymagały zmiany. Utopia sama w sobie jest aczkolwiek nierealną wizją świata, i to był jego pierwszy błąd. Poza tym, sposób, w który postanowił on swoje idee praktykować; stygmatyzacja całych narodów to stanowczo zbyt dalekie posunięcie. Spójrz jak wyszły na tym Niemcy, jako kraj; nawet nie mogą za głośno się w dzisiejszych czasach wypowiedzieć przeciwko polityce w sprawie uchodźców, bo od razu wychodzą na nietolerancyjnych i potomków idei Nazistów. Podobnie zresztą w przypadku Wielkiej Brytanii, która gdzieniegdzie do dziś wypłaca zadośćuczynienie swoim dawnym koloniom i ma bardzo tolerancyjną w stosunków nich politykę imigracyjną. Choć Cameron stara się pewne rzeczy zmienić, wiedząc, że za kolejne 20-30 lat, brytyjska ekonomia jeszcze bardziej na tym wszystkim ucierpi. I pomyśleć, że to prawdopodobnie Francja miała i ma najwięcej kolonii na świecie; jakoś się im tego często nie wypomina ;)
W mojej opinii nieobliczalni przywódcy państw nigdy nie wróżą nic dobrego. Nieważne czy w postaci Putina czy pewnego Pana z jednej z polskich partii politycznych. Taki Napoleon - niby wielki wódz, a frustrat i tyran jakich mało, który do dziś się niektórym Francuzom i Włochom czkawką odbija. Bawi mnie fakt, że wciąż mamy go w hymnie narodowym, a co poniektórzy uważają go za równie wielkiego bohatera Polski, co Marszałka Piłsudskiego; dla Bonaparte byliśmy niczym innym, jak tarczą obronną przeciwko ówczesnej Rosji. Czy nam pomógł? Jasne, ale dla niego byliśmy czysto polityczną grą i gdyby nie nasz położenie geograficzne, miałby nas głęboko w poważaniu. Na co komu ubarwiać tak łatwą w zrozumieniu historię?
Zresztą, Polacy muszą się wyzbyć tej chorej mentalności w robieniu z siebie ofiar. Niemcy źli, bo Hitler; Rosja zła już za samą swoją nazwę, więc trzeba szerzyć rusofobię, bo to przecież najgorsza nacja na świecie; precz uchodźcom, bo w Polsce zacznie się terroryzm itd, itp. Nie cierpię, gdy Polacy, a szczególnie polscy historycy, chcą umywać ręce od krwi innych narodów, które przelaliśmy; Litwa, Białoruś, Rosja i Niemcy, to tylko niektóre z nich. Obecnie nie jesteśmy w tym ani trochę lepsi; po prostu, język polityczny ładniej to dzisiaj wszystko nazywa.
Skutków nie zlikwidują, niestety. Musiałaby się cała ludzkość zmienić, bo obecnie zbyt dużą władzę mają na świecie ludzie, którzy uważają konflikty zbrojne za kopalnię złota. Nawet jeśli zakończą ten konflikt zbrojny, zaczną w międzyczasie inny, i koło zatoczy krąg.]
Miia nie uważała swojego dzieciństwa za szczególnie trudne czy traumatyczne. Owszem, miała pewne bardzo niemiłe wspomnienia, ale nie było to nic, z czym jej psychika nie mogłaby sobie w ten, czy inny sposób, poradzić. Najbardziej doskwierała jej w dziecięcych latach samotność i brak rodzicielskiego ciepła. Ona i jej rodzeństwo mieli za to niezliczone opiekunki, dwie guwernantki i możliwość udoskonalania swoich umiejętności i zainteresowań, bez względu na koszty. W końcu, każdy medal ma dwie strony, niezależnie od sytuacji. Być może dawno, dawno temu Henri Tähtinen był troskliwym ojcem, który pomimo bardzo szybkiego trybu życia, zawsze potrafił znaleźć czas dla swoich dzieci. Miia jednak nigdy tego nie zaznała, a naiwne pragnienia, że pewnego dnia tatuś poświęci jej więcej, niż minutę, albo przytuli do siebie nie tylko na oczach gości; porzuciła bardzo szybko. Od dziecka była dojrzała jak na swój wiek; a jej pragmatyczne i realistyczne spojrzenie na świat, pozostawiało niewiele miejsca na obłudne, dziecięce marzenia.
Chociaż przed tamtym dniem była stosunkowo otwarta na ludzi, zawieranie bliższym znajomości nigdy nie było jej konikiem. Po prostu, wiedziała, że prędzej czy później, ten ktoś kopnie ją porządnie w cztery litery, dlaczego więc miałaby samą siebie oszukiwać? Być może dlatego nie wyszło jej z Simonem... Pierwszej osobie, której tak prawdziwie zaufała.
Od dnia, w którym odszedł minęły już jednak lata, a Miia bynajmniej nie użalała się nad sobą. Pewnie, bolało jak cholera, ale miała przed sobą świetlaną przyszłość w zawodzie, poprzez który miała nadzieję w jakiś sposób naprawić ten spaczony świat. Łudziła się, że pokazanie ludziom prawdy, zmieni ich mentalność; zwróci ich uwagę na kana.lie, które wśród nich żyją lub nawet rządzą krajem, w którym mieszkają. Ich chociaż cel osiągnęła, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że i tak większość z nich, szukała jedynie taniej sensacji.
UsuńJej relacja z Irene od zawsze była raczej dobra. Owszem, jako dziecko ta spędzała więcej czasu ze swoimi rodzicami, niż Miia w przeciągu całego życia, ale w miarę jak dorastała, Irene zaczęła dostrzegać pewnego nieprawidłowości w rodzinnym gnieździe. Wtedy też nawiązała bliższą relację ze swoją przyrodnią siostrą, która z biegiem lat jedynie się pogłębiła. Jak widać, nawet tragedia sprzed dwóch lat, nie mogła tego całkowicie zmienić.
Odebrawszy od Alessi reklamówkę z ciastkami, położyła je na kuchennym stoliku, sięgając po trzy talerze. Słysząc pytanie o kawę, kiwnęła jedynie energicznie głową, czym prędzej biorąc się za jej przygotowanie. Od zawsze uwielbiała parzoną kawę, czy też fusiarę, jak to niektórzy mieli zwyczaj nazywać owy trunek. Musiała jednak przyznać, że żadna inna nacja na świecie, nie przyrządzała kawy w tak wyborny sposób, co Włosi. I co z tego, że pili w małych filiżankach? Esencja, którą potrafili przygotować, sprawiała, że człowiek przymykał oko na niewielką ilość, delektując się smakiem. Miia musiała przyznać, że była dumna z faktu, iż umiała przyrządzić kawę, niczym rodowita Włoszka. No, po części przecież nią w końcu była.
- Proszę - powiedziała bezgłośnie, stawiając przed siedzącą przy kuchennym stole Alessią, gotową kawę. Usiadłszy naprzeciwko niej, sięgnęła po jedno z przyniesionych przez dziewczynę czekoladowych ciastek, zachęcając ją gestami rąk, by sama też ich skosztowała. Po chwili, sięgnęła po leżący nieopodal notatnik, pisząc "Irene wspominała, że ma ci w czymś doradzić? Czym dokładnie się zajmujesz?", po czym obróciła go w stronę Alessi i sięgnęła po swoją kawę.
[ Cześć. ;) W sumie nic konkretnego nie wpada mi do głowy jeśli chodzi o ewentualny pomysł na powiązanie... no może poza tym, że mogła zorganizować ślub Gianluca, ale to musiałoby być jakieś... 6 czy 7 lat wstecz, więc chyba trochę za młoda jest na to. ;) ]
OdpowiedzUsuńCasey
[ Hmmm... no w sumie, mogliby razem pracować dla jednej firmy. I w sumie pomysł nie jest zły. Można dodać coś śmiesznego w stylu podpuszczenia podsłuchujących rodziców czy coś w ten deseń :) ]
OdpowiedzUsuń[Och, daj spokój, bo się jeszcze zarumienię od tych pochwał :D Sprawa ze ślubem i jego organizacją byłaby bardzo wątpliwa, a gdyby jednak miała wchodzić w grę to Alessia musiałaby zostać specjalnie sprowadzona do Paryża, by się wszystkim tam zająć. Zostałabym przy tym, że podczas wystawy sztuki doszłoby do sprzeczki. Obawiam się, że gdyby zaszła pomyłka w ośrodku i zawirowanie z pokojami to Durand mógłby ich zabić.]
OdpowiedzUsuńRémy Durand